Piłka nożna

Grenlandia wchodzi do gry

25 stycznia, 2023

W świadomości przeciętnego człowieka Grenlandia to, wbrew sugerującej zieleń nazwie, jedynie skuta lodem wyspa, na której spotkamy renifery, niedźwiedzie polarne, foki czy morsy. Jednak to tylko półprawda, bo Grenlandię zamieszkuje ponad 50 tysięcy mieszkańców. To więcej niż na Wyspach Owczych, w Liechtensteinie, San Marino czy na Gibraltarze. Czy zatem w tym niezwykłym miejscu na krańcu świata istnieje futbol? Oczywiście, że tak. I już niebawem przekona się o tym świat.

Powierzchnia sześć razy większej od Polski Grenlandii w 80% znajduje się pod lodem, ale pozostaje jeszcze 20%. Tereny przybrzeżne są zamieszkałe. Stolicą jest Nuuk, a inne ważne punkty na mapie tego kraju to miejscowości Sisimut, Ilulissat, Quaqortoq czy Aasiaat. Specyfika Grenlandii jest taka, że miasta oddzielone są od siebie o setki kilometrów, a sieć drogowa jest bardzo prymitywna (łącznie około 150 kilometrów szos). Połączenia drogowe czy kolejowe pomiędzy największymi skupiskami ludzi w zasadzie nie istnieją, co wymusza transport powietrzny lub wodny. To pierwsza, ogromna przeszkoda do stworzenia piłkarskiego ekosystemu.

Jednak z tym problemem sobie poradzono. By wyłonić mistrza kraju, najpierw odbywają się regionalne eliminacje w formie turniejów, rozgrywanych na jednym obiekcie. Następnie ośmiu zwycięzców tych eliminacji wyjeżdża na turniej finałowy, gdzie w ciągu tygodnia wyłoniony zostaje piłkarski mistrz kraju.

To również pokłosie warunków atmosferycznych na Grenlandii. Przez osiem miesięcy w roku leży tu śnieg, a przez większą część roku panują temperatury ujemne. Najkorzystniejszy klimat jest oczywiście na wybrzeżach, a zwłaszcza w południowo-zachodniej części wyspy. Średnia temperatura w tym rejonie wynosi od −7 °C w styczniu do +10 °C w lipcu. Pozostałe obszary wyspy leżące nad brzegiem morza są znacznie chłodniejsze: temperatura spada w miarę przesuwania się na północ. Środkowa część zaś nigdy nie osiąga temperatur dodatnich.

W takich warunkach ciężko uprawiać sport na otwartej przestrzeni. Z tego względu na dobrym poziomie stoi tutejsza piłka ręczna. Reprezentacja Grenlandii już trzy razy występowała na mistrzostwach świata, a obecnie jest wicemistrzem Ameryki Północnej. 30 czerwca zeszłego roku Grenlandczycy w finale ulegli USA 26:33.

Wróćmy jednak do futbolu, który mimo wszystko bije swą popularnością szczypiorniak na głowę. Aktualnym mistrzem Grenlandii jest Nagdlunguak 1948 z miasta Ilulissat. Liga Grenlandii, co ciekawe sponsorowana przez Coca-Colę, wróciła do gry po dwuletniej przerwie spowodowanej pandemią. N-48 obroniło tytuł, ale prawdziwym dominatorem w XXI wieku jest Boldklubben af 1967 Nuuk, znany jako B-67. Ekipa ta ma na koncie 13 tytułów mistrzowskich, z czego 9 zdobytych od 2005 roku.

W grubym błędzie jest ten, kto sądzi, że w tak specyficznym kraju i przy tak niskiej populacji, na Grenlandii istnieje kilka, góra kilkanaście klubów piłkarskich. Funkcjonuje ich ponad 70, a co dziesiąty mieszkaniec Grenlandii gra w piłkę! To naprawdę niesamowita statystyka. Przekładając to na Polskę, mielibyśmy prawie 4 miliony piłkarzy, grających w klubach. Samych klubów mielibyśmy… ponad 50 tysięcy. To oczywiście całkowicie nierealne, ale dobrze obrazujące specyfikę Grenlandii, gdzie nie ma zbyt wielu rozrywek, więc nic dziwnego, że sport nr 1 na świecie, który trafił tutaj wraz z duńskimi osadnikami, jest szalenie popularny.

No właśnie – Dania. Tutaj natrafiamy na clue problemu. Grenlandia od końcówki XX wieku stara się o przynależność do FIFA i udział w międzynarodowych rozgrywkach. Ówczesny opiekun reprezentacji Sepp Piontek oświadczył, że zwrócił się już do UEFA o zbadanie możliwości członkostwa Grenlandii w organizacji. Sprawa jest jednak trudna na wielu płaszczyznach. Jedna z nich to polityka. Grenlandia jest bowiem formalnie terytorium zależnym od Danii. Od 1979 roku Grenlandia uzyskała wprawdzie sporą autonomię, ale kwestie takie jak konstytucja, obronność, polityka zagraniczna czy polityka monetarna są po stronie Królestwa Danii. Duńczycy długo wetowali też udział reprezentacji Grenlandii w międzynarodowych rozgrywkach, a warto wiedzieć, że bez zgody wszystkich członków, można jedynie pomarzyć o pozytywnym zakończeniu sprawy.

Nie mniejszym problemem jest infrastruktura w miejscu, gdzie naturalną trawę można sobie obejrzeć jedynie w telewizji, a futbol od dziesięcioleci gości na piachu czy kamieniu. Aby rozgrywać mecze międzynarodowe, wymagany jest stadion mogący pomieścić minimum 3000 kibiców – mowa o miejscach siedzących. Tymczasem sztuczne boisko w Nuuk, uznawane za stadion narodowy Grenlandii, ma 2000 miejsc… stojących. Wygląda tak:

Zatwierdzenie przez FIFA FieldTurf było jednak ważnym momentem w drodze do piłkarskiej samodzielności, bowiem pozwoliło na tworzenie sztucznych boisk zgodnych ze standardami FIFA i ubieganie się o możliwość gry w rozgrywkach międzynarodowych. Pierwsza sztuczna murawa na Grenlandii została ukończona i otwarta w Qaqortoq we wrześniu 2009 r. Rok później prezydent FIFA Sepp Blatter przybył do Qaqortoq i ogłosił zatwierdzenie przez FIFA nowego boiska.

W grudniu 2014 r. duńska i grenlandzka federacja piłkarska utworzyły partnerstwo w celu włączenia Grenlandii do UEFA i FIFA do 2020 roku. Wsparcie DBU (Dansk Boldspil-Union), czyli duńskiego PZPN-u, dla grenlandzkiego wniosku do FIFA obejmowało zastrzyk finansowy, który zostałby wykorzystany do zbudowania przynajmniej jednego sztucznego boiska w każdej z czterech gmin kraju. Dodatkowo w maju 2015 roku ogłoszono, że rząd narodowy przeznaczył milion dolarów na zaprojektowanie planu budowy nowego krytego stadionu narodowego w Nuuk.

Projekt malowniczo położonego Arktisk Stadion w Nuuk robi wrażenie. Ze względu na surowy klimat wyspy ma być całkowicie osłonięty i odporny na warunki atmosferyczne. Oczekuje się jednak, że będzie sprawiać wrażenie półotwartego, ponieważ nie planuje się żadnych ścian zewnętrznych, tylko szkło. Umożliwi to przechodniom oglądanie budynku w środku, ale także zaoferuje fanom na stadionie wspaniały widok na wody fiordu tuż za południowym wejściem.

Projekt może i piękny, ale to póki co szklane domy. W lutym 2017 parlament Grenlandii wskazał, że budowa stadionu w dającej się przewidzieć przyszłości jest mało prawdopodobna, a jako główną przeszkodę ponownie wymieniono brak środków publicznych. Rząd Grenlandii nadal poszukuje inwestorów, którzy pomogliby sfinansować budowę stadionu.

Pozostawał zresztą jeszcze jeden kłopot – obecnie członkiem UEFA nie może zostać państwo, które nie jest w pełni niepodległe. Spodziewano się, że ten przepis zostanie zniesiony, co umożliwi Grenlandii członkostwo, ale na 41. kongresie UEFA w Helsinkach nic w tej sprawie nie zrobiono. Nawiasem mówiąc nie zawsze jest to warunek bezwzględnie obligatoryjny, co pokazuje przypadek Gibraltaru, który mimo bycia terytorium zależnym Wielkiej Brytanii, stał się przecież w 2013 roku pełnoprawnym członkiem UEFA.

Grenlandia nie chciała jednak kopać się z koniem i w maju 2022 roku ogłoszono, że oficjalnie rozpoczął się proces starania o członkostwo w… CONCACAF. Ma to uzasadnienie nie tylko formalne, ale również geograficzne i logistyczne. Na mecze będzie po prostu bliżej. Dopóki jednak Grenlandia nie doczeka się stadionu z prawdziwego zdarzenia, z siedzącymi miejscami na trybunach, swoje oficjalne mecze domowe rozgrywać będzie na neutralnym gruncie – w grę wchodzą podobno Stany Zjednoczone, Kanada i Islandia. Najważniejsze jednak, że już niebawem najprawdopodobniej będzie je rozgrywać…

Przed reprezentacją Grenlandii otwiera się więc całkowicie nowy rozdział. Do tej pory mogła ona rozgrywać jedynie nieoficjalne mecze i turnieje. Rywalizowała w rozgrywkach takich jak Island Games, FIFI Wild Cup, ELF Cup. Pierwszy mecz rozegrała w 1980 roku, przegrywając 0:6 z Wyspami Owczymi, notabene również terytorium zależnym Danii.

Skład reprezentacji Pluszowych Misiów Polarnych (to właśnie przydomek Grenlandczyków) w większości składa się z piłkarzy występujących w lokalnych klubach, ale są też gracze z lig Danii, Islandii czy wspomnianych Wysp Owczych. Selekcjonerem od listopada 2020 jest Morten Rutkjaer.

Już niedługo być może wreszcie przekonamy się, na co stać kadrę Grenlandii w starciach z rywalami z CONCACAF. O awansie na Gold Cup (odpowiednik Mistrzostw Europy) czy mundial na razie nikt nie marzy, ale już sama obecność w rundach eliminacyjnych czy Lidze Narodów CONCACAF jest przełomem. Sam Rutkjaer ocenia, że jego drużyna prezentuje poziom 2-3 ligi duńskiej. Wydaje się, że w meczach z niektórymi egzotycznymi rywalami to może wystarczyć do odnoszenia zwycięstw, ale z drugiej strony sporym szokiem dla Grenlandczyków może być gra w klimacie innym niż polarny. Potencjalni przeciwnicy to np. Kajmany, Wyspy Dziewicze, Barbados, Saint Martin, Gwadelupa czy Anguilla.

– Podejmiemy walkę z wielkimi narodami. Wielką wartością jest również to, że pokażemy Grenlandię i że mamy ogromne poparcie ze strony całej populacji – zapowiada Rutkjaer. Dodaje, że niebawem federacja rozpocznie proces wyszukiwania zawodników z grenlandzkimi korzeniami, aby później ich naturalizować. Najsłynniejszym piłkarzem, jaki urodził się na tej wyspie, jest Jesper Grønkjær. 80-krotny reprezentant Danii grał dla klubów takich jak Chelsea czy Ajax, ale nigdy nie identyfikował się jako Grenlandczyk.

Po dwuletnim okresie przynależności do kontynentalnej federacji, Grenlandia będzie mogła wreszcie ubiegać się o członkostwo w FIFA. I trzeba przyznać, że dążenia tego wyspiarskiego państwa do uznania ich pełnej podmiotowości na piłkarskiej arenie międzynarodowej są godne podziwu. Z pewnością zadanie nie jest łatwe – skromna populacja całej wyspy, w dodatku rozsiana po całym wybrzeżu, niedostatki infrastrukturalne oraz finansowe, a do tego, jak mówią Anglicy – last but not least, kwestie polityczne związane z zależnością od Danii. To cały tor przeszkód dla procesu akcesyjnego Grenlandii. Wydaje się jednak, że zostanie on pokonany i niebawem Grenlandia będzie mogła zaprezentować się światu w oficjalnych piłkarskich rozgrywkach. Być może już w eliminacjach do MŚ 2026.

Ta historia może być inspiracją do odwiedzenia Grenlandii i zobaczenia tamtejszych rozgrywek piłkarskich z bliska. Dodatkowym wabikiem powinno być urokliwie otoczenie większości boisk. Na przykład w Qeqertarsuaq obiekt znajduje się tuż przy wybrzeżu, więc gra się obok gór lodowych, dryfujących leniwie przez zatokę Disko. Z kolei w Tasiilaq boisko znajduje się w środku miasta, otoczone ciepłym blaskiem okien i ulicznych świateł. Powyżej majaczy widok na wysokie, pokryte śniegiem szczyty górskie. A jeśli do kogoś bardziej przemawiają obrazki, to zachętą powinny być te filmiki…